Dziewczynka, której wielu z Państwa kibicowało w walce ze złośliwym nowotworem oka, siatkówczakiem, ma wiele powodów do radości. Rodzina była na kolejnych badaniach w szpitalu w Nowym Jorku. Matylda cieszy się dobrym zdrowiem. Każdy, kto przekazał chociażby złotówkę na leczenie może bić sobie brawo. Historię Matyldy po raz pierwszy przedstawiliśmy dokładnie 14 listopada 2015 roku.


„Po ponad 30 minutach badania , usłyszeliśmy głos dr. Abramsona pytający o tych sympatycznych rodziców z Polski. Po chwili wszedł do pokoju, w którym oczekiwaliśmy w napięciu na wyniki badań. Doktor uniósł kciuk w góre, co oznaczało jedno – jest super” – relacjonują rodzice Matyldy.

Co więcej, Jastrowiczowie usłyszeli, że szansa na nawrót nowotworu wynosi 1 proc. Na tym nie koniec dobrych wiadomości, kolejne przyniosły wyniki badań genetycznych. Okazało się, że siatkówczak miał postać sporadyczną, nie zaszła mutacja, co oznacza, że siatkówczak nie był uwarunkowany genetycznie. Ryzyko, że dzieci Matyldy zachorują na raka jest dokładnie takie samo jak u zdrowych ludzi.

„To będzie jeszcze bardziej nas motywowało do dalszego działania i pozytywnego myślenia na przyszłość. Dziękujemy, bo dzięki Wam możemy tu być i kontynuować leczenie w najlepszej klinice na świecie” – cieszą się rodzice.

Historię Matyldy Jastrowicz z Ostrowa Wielkopolskiego po raz pierwszy przedstawiliśmy dokładnie 14 listopada 2015 roku. Matylda nie miała wtedy nawet roku, a już zmagała się ze złośliwym nowotworem oka – siatkówczakiem. Po wielu miesiącach leczenia w Polsce, które dawało tylko 50 proc. szans na ocalenie dziecku życia, rodzice zdecydowali się na terapię w Stanach Zjednoczonych. Pomysł wydawał się nierealny, ze względu na ogromne koszty. Leczenie miało pochłonąć ponad 1 250 000 złotych. Okazało się jednak, że nic nie jest niemożliwe. Zbiórka prowadzona na platformie siepomaga.pl nabrała niezwykłej dynamiki, i już w połowie stycznia 2016 roku rodzina poleciała do USA.